Utracona symbolika
Gdy odwiedzam kościół zbudowany w czasach nam współczesnych, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czegoś mi brakuje. Rozglądając się po pustym, pozbawionym ozdób wnętrzu przypominają mi się słowa Moryca z powieści Ziemia obiecana Władysława S. Reymonta: „A w kirche co mam? Cztery gołe ściany i tak pusto, jakby interes miało się za chwilę zlikwidować”.
Słowa bohatera książki polskiego noblisty odnoszą się, co prawda, do opisu zboru ewangelickiego, ale z perspektywy kilkunastu dziesięcioleci nabrały swej mocy także w stosunku do kościołów katolickich. Współczesna architektura sakralna nie stanowi już części przekazu ideowo-moralnego, jakim była sztuka średniowiecza, renesansu i baroku. Co gorsze, my wierni zatraciliśmy umiejętność odczytania symboliki religijnej prezentowanej w świątyniach pochodzących sprzed nawet kilku wieków. Podam chociażby przykład świętych. Rozpoznajemy, że rzeźba przedstawiająca brodatego męża z kluczem w dłoni przestawia św. Piotra. Ale kim jest niewiasta z kołem u nogi spoglądająca na nas z pięknego XII-wiecznego fresku? Zawsze rozpoznamy św. Jerzego pokonującego smoka, ale kogo przedstawia poczerniałe płótno z kobietą trzymającą oczy na talerzu? Przez setki lat zatraciliśmy umiejętność odczytania tego, co chcieli powiedzieć nam nasi przodkowie.
Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, jak ważkim elementem świątyni chrześcijańskiej był jej wystrój, ozdoby, rzeźby, malarstwo. W czasach, gdy nie istniały media, oprócz oczywistej funkcji zdobniczej, sztuka była elementem nauczania Kościoła. Dla większości zgromadzonych na mszy świętej ludzi przekaz wizualny był podstawowym źródłem nauki moralnej. Skomplikowana i niezrozumiała dziś często symbolika była dla ówcześnie żyjących ludzi jasna i czytelna.
Warto przypomnieć, że powstanie stylu barokowego było wynikiem obrad Soboru Trydenckiego (1545-1563). Barokowa wizja świątyni stała w zdecydowanej opozycji do zborów protestanckich. Ekspresja architektoniczna, malarska i rzeźbiarska, bogactwo wystroju, czytelny program ideowy były odwrotnością ascetyzmu i surowości świątyń luterańskich i kalwińskich. Kościół przez wykorzystanie nowego nurtu w sztuce kontynuował swoje nauczanie. Pierwszym kościołem barokowym był Il Gesu w Rzymie, na którym wzorowali się inni architekci w całej Europie (w Polsce jedną z pierwszych świątyń barokowych to krakowski kościół św. Pawła na ul. Grodzkiej). Warto pamiętać, że najwspanialszy kościół katolicki świata, czyli bazylika św. Piotra w Watykanie to przykład myśli barokowej. Kopuła (dzieło Michała Anioła), fasada i kolumnada (dzieło Gianlorenzo Berniniego) są rozpoznawalnymi symbolami wielkości Kościoła i miłości jego twórcy – Jezusa Chrystusa (kolumnada otaczająca Plac św. Piotra symbolizuje Kościół otaczający ochroną i miłością wiernych).
Czy dziś możemy rozpoznać symbolikę, którą w swych dziełach przekazali nam twórcy sprzed lat? Czy oprócz garstki historyków sztuki ktoś może odczytać przesłanie średniowiecznych czy renesansowych artystów? Okazuje się to trudne, ale nie niemożliwe. Przez zainteresowanie młodzieży historią możemy spowodować, że zrozumieją, iż historia Kościoła nie rozpoczęła się na Soborze Watykańskim II, tylko prawie dwa tysiące lat wcześniej. Warto byłoby moim zdaniem podczas lekcji religii wspomnieć o przedstawieniach Chrystusa Pantokratora z wczesnochrześcijańskich mozaik (choćby z kościoła San Vitale w Rawennie), głębokiej symbolice pasyjnej malarstwa późnego średniowiecza oraz renesansowej rzeźbie (choćby słynna Pieta watykańska Michała Anioła) czy barokowej ekspresji twórców (Ekstaza św. Teresy Berniniego). Wymagałoby to przygotowania ze strony kapłanów i katechetów, ale to już kwestia poboczna. Można i trzeba to zrobić. To cześć naszej chrześcijańskiej Tradycji.
Na koniec zdobędę się na nutę refleksji dotyczącej przyszłości. A co pozostanie po nas? Jak odczytają naszą religijność ludzie za pięćset lat? Czy obserwując wznoszone przez nas kościoły dojdą do wniosku, że przełom XX i XXI wieku był czasem ascezy? Puste, przestronne wnętrza, ascetyczne krucyfiksy lub abstrakcyjne witraże niezbyt wiele powiedzą o nas jako ludziach. Czy po prostu po naszej sztuce nie pozostanie nic, bo teraz budujemy tak, by budowla przetrwała dziesięciolecie, a nie stulecia? Dlatego może przyszłe pokolenia nadal będą fascynować się gotyckimi katedrami, renesansowymi pałacami i barokowymi bazylikami, a po nas zostaną dyski DVD z zestawem reklam pasty do zębów.
Michał Wolski